Pierwsze koty za płoty – Początek sezonu, 5tyś w nogach…

Bez tytułu

Sezon ruszył na dobre :) za mną pierwsze starty na szosie a w nogach już ponad 5 300 kilometrów, czas na mocniejsze tyranie. Co nie oznacza, że do tej pory się leniłem, bo jak widać na powyższym obrazku było kręcone i to dość konkretnie.

Co ważniejsze jednak, okres przygotowawczy został zweryfikowany najpierw przez pierwszy w tym sezonie wyścig w cyklu ŻTC Super Prestige w Grójcu, czyli mocne ściganie po płaskim Mazowszu, w weekend majowy zweryfikowałem swoją moc podczas Klasyku Beskidzkiego, czyli sprinterskie ściganie po górach i w ostatnią niedzielę ponownie zmierzyłem się w kolejnym ŻTC Super Prestige, tym razem w Mińsku Mazowieckim.

Po tych trzech startach bardzo dużo się dowiedziałem w którym miejscu jestem a osiągnięte wyniki pokazały, że wszystko idzie zgodnie z planem i można dalej ciężko pracować, bo w końcu forma ma przyjść na wrzesień, tak wszystko jest ustawione.

Teraz każdy kolejny wyścig to szlifowanie formy, zbieranie doświadczenia i budowanie mocy, krok po kroku, tak, żeby organizm był w miarę możliwości wypoczęty na końcówkę sezonu czyli na najważniejszy start, na Perth. Oczywiście nie oznacza to siedzenia w domu, bo treningi są i będą coraz mocniejsze a wyścigów przede mną jeszcze kilkanaście. Maj będzie bardzo trudny, ale ma zweryfikować poziom przygotowania, tak, żeby był jeszcze czas na modyfikacje planu.

Najbliższe starty przede mną to:

  • 14 Maj ZTC Super Prestige Mrozy
  • 21 Maj ZTC Super Prestige Rawa Mazowiecka
  • 22 Maj ZTC Super Prestige Nowy Kawęczyn
  • 28 Maj Jarna Klasika

Trochę tego będzie, ale przyjdzie Czerwiec, w którym będzie chwila na regenerację i złapanie oddechu przed lipcem, na który zaplanowałem 3 starty w Górach. Potem Sierpień to powrót na płaskie trasy i tak już do Perth. Wstępnie w planie jeszcze 12 startów, ale to wszystko będzie zależało od poziomu zmęczenie, być może coś dołożymy, lub z czegoś zrezygnujemy.

Najważniejsze, że wszystko póki co idzie zgodnie z planem.

No właśnie, zapewne zastanawiacie się jak poszły mi pierwsze starty, gdyż pisałem o nich tylko w telegraficznym skrócie na stronie proAmator przy linkach z wyścigów.

sIMG_0851

ŻTC Super Prestige w Grójcu, 24 Kwiecień 2016

Grójec był pierwszym poważnym testem dotychczasowych przygotowań i pierwszym w tym sezonie wyścigiem z serii Super Prestige Żyrardowskiego Towarzystwa Cyklistów. Niestety z tego powodu powstało lekkie zamieszanie i start opóźnił się o około 40min… były problemy z opłatami , numerami, część osób miało takie z zeszłego roku i i musiały być sprawdzone.

Przez to wszystko cała strategia z jedzeniem odpowiednio wcześniej, rozgrzewką poszła „w krzaki”… większość startujących siedziało w autach ponieważ było bardzo wietrznie i zimno, ok 9 stopni, nie było przyjemnie niestety.

Gdy w końcu udało się ruszyć, jechaliśmy 15km/h na tzw. „start ostry” przez co wszyscy jeszcze bardziej zmarźli, no ale nic… w końcu udało się dojechać do „kreski”, 30sek, szybko wciągnąłem już pierwszy żel ETIXX ENERGY GEL – GINSENG & GUARANA, który dzięki zawartości alkoholu w sobie szybko się wchłania a jednocześnie bardzo powoli uwalnia  węglowodany, ponieważ zawiera je w różnej postaci. Dzięki temu bardzo dobrze sprawuje się na początku oraz w środku wyścigów.

Wyścig przez dość mocny wiatr był od początku bardzo mocny i szarpany, przez co prawie wyplułem płuca. Jednak dzięki determinacji i założeniu żeby utrzymać się w pierwszej grupie udało mi się mieć blisko siebie Darka Kołakowskiego. Największymi problemami były zakręty, na których niestety wiele osób mocno zwalniało, przez co potem było ostre grzanie.

sIMG_0525

Niestety na jednym z ostrzejszych zakrętów na 74km dopadły mnie potworne skurcze w „czwórkach”, jednocześnie w prawej i lewej nodze i musiałem na siłe „przełamać” nogi, żeby kręcić dalej… niestety z tego powodu odpadłem z pierwszej grupy i po chwili jazdy samemu zostałem dopadnięty przez drugą grupę. I tak już do końca leciałem wspólnie pracując z 9 chłopakami do samej mety.

Niestety skurcze do samej mety dawały o sobie znać i wiedziałem, że trzeba wrócić do pełnej suplementacji i rozciągania :) Ostatecznie wyścig oficjalnie ukończyłem na 17 miejscu ze stratą niecałych 11 minut do zwycięzcy co przy czasie całego wyścigu 03:14:58.556 było całkiem niezłym wynikiem, jak na pierwszy start.

Następny przede mną był Klasyk Beskidzki, który rozegrany miał być 3 maja, dzięki czemu majówkę zaplanowaliśmy w Beskidach w Wysowej Zdrój, znajdującej się kilkanaście km od startu. Wysowa okazała się pięknym miejscem a drogi którymi jechaliśmy idealnymi na długą podróż, było na czym oko zawiesić.

Lecimy na Klasyk Beskidzki, pogoda póki co piękna, oby do wtorku :)

A post shared by Dawid Budziński (@proamator_cycling) on

Za takie właśnie widoki uwielbiam Polski krajobraz, po spędzeniu kilku dni w tamtych rejonach nie chciało się wyjeżdżać, małe miasteczko z pięknym dużym zbiornikiem wodnym i fajnymi trasami na rower. W trójkę dzielnie kręciliśmy zwiedzając te malownicze okolice, a bateryjki ładowały się pozytywną energią.

Pogoda oczywiście też nam dopisała, było wręcz idealnie, nie za gorąco ani za zimno, trochę wiało ale w takich okolicznościach przyrody w ogóle to nie przeszkadzało.

Dzień przed Klasykiem zrobiliśmy sobie wycieczkę już autem nad sam zbiornik, który z bliska był jeszcze większy niż wyglądał, niestety nie można było dostać się na tamę gdyż była bardzo szczelnie zamknięta, niczym wojskowa baza.

Wysowa to miejsce do którego jeszcze na pewno wrócimy, a co z wyścigiem? No właśnie Klasyk przed nami, to oznaczało, że wycieczki, które zaplanowaliśmy prowadziły po trasie wyścigu. Dobry rekonesans to podstawa do odpowiedniego rozplanowania sił i poznania mankamentów trasy.

Był właściwie tylko jeden, zjazd zaraz za podjazdem za Hańczową, na którym było sporo żwiru był też dość wąski a asfalt nie najlepszej jakości. Ostatecznie podczas samego wyścigu zjeżdżałem tam sam, więc wszelkie obawy uleciały z powietrzem.

Jednak tak czy inaczej, jeśli tylko jest taka opcja rekonesans trasy to świetna sprawa, oczywiście wyścig i tak wszystko zweryfikuje. Klasyk zweryfikował sporo :) noga na góry jeszcze za słaba i trzeba jeszcze sporo pracy, z drugiej strony Perth nie będzie zbyt górzyste, ale kilka miejsc będzie wymagało jazdy „w górę”, dlatego takie starty są bardzo potrzebne. Przede mną w najbliższym czasie Jarna Klasika, Tatra Road Race i TdP Amatorów gdzie będziemy sprawdzać formę na górskich wyścigach.

Klasyk a zwłaszcza jego początek mnie zniszczył, znowu trochę za bardzo się podpaliłem, próbując utrzymać się w pierwszej grupie, już pierwsze dwa podjazdy poszły dość mocno, po rozerwaniu grupy próbowałem dojść początek, przez co sporo energii poszło z dymem, jak się okazało nie potrzebnie bo grupy się i tak złączyły ostatecznie. Ten błąd na początku kosztował mnie odpadnięcie z czołówki na pierwszym dłuższym podjeździe, zabrakło mocy i potem trzeba było nadrabiać.

Od 1/3 wyścigu leciałem właściwie w małych kilkuosobowych grupkach, niestety na podjazdach raczej tracąc niż zyskując, ale jak wspomniałem nogi na góry jeszcze nie ma.

Walczyłem jednak do samego końca, zmieściłem się w czasie, który założyłem, ale było to i tak za mało na dobre miejsce, ostatecznie 112 na 278 startujących, bez szału, ale jak na pierwszy start w górach, na krótkim sprinterskim dystansie, należy przyjąć za udany.

Finisz, tak tym razem udało się finiszować, skurcze nie dawały o sobie znać przez cały wyścig, czyli suplementacja i witaminy były odpowiednie. A doping na mecie dodał jeszcze energii, zwłaszcza, jak zobaczyłem Zuzę, która przebiegła ze mną ostatnie kilkanaście metrów do mety pod górkę. Dziękuję jej za to z całego serca.

Klasyk się skończył, a za 5 dni kolejny start w ŻTC Super Prestige, tym razem w Mińsku Mazowieckim, zastanawiałem się jak nogi po górach, czy w tak krótkim czasie uda się je odpowiednio zregenerować. Adam jednak podszedł do planowania bardzo dobrze i wszystkie treningi rozpisał perfekcyjnie, udało się zrealizować każdy bez problemu i na wyścig jechałem ze świeżością i poprawionym w głowie planem. Tym razem planowałem trzymać się już dokładniej założonej z trenerem strategii.

Pogoda w Mińsku niemal idealna, słońce, ok 16 stopni i lekki wiatr. Oczywiście na trasie, która ponownie prowadziła po drodze technicznej wzdłuż trasy szybkiego ruchu, wiatr był albo centralnie w twarz lub w plecy.

Początek wyścigu był lekkim zaskoczeniem, ponieważ od samego startu grupa około 12 osób od razu przystąpiła do mocnej ucieczki i tak już dojechała do mety, ja natomiast wraz z kolejną około 30sto osobową grupą mocno, ale bez szarpania ruszyliśmy do przodu. Właściwie przez około pierwsze 50 km tempo głównie nadawała trójka Żoliberów, ja od czasu do czasu wchodziłem na krótkie zmiany. Niestety ponownie strażacy się nie popisali i na pierwszych dwóch okrążeniach źle pojechaliśmy, musielismy nawracać, zwykle w około 6-8 osób, co wiązało się z pogonią grupy i wychodzeniem ponownie na czoło.

Początek przez to był dość szarpany, ale potem na około 90km poszedłem w ucieczkę z trzema innymi chłopakami i tak jedno okrążenie uciekaliśmy co spowodowało, że goniąca nas grupa się uszczupliła i o dziwo Żolibery odpuściły z nie wiadomych mi przyczyn, ale może dlatego iż jeden z nich był w czołówce. Tak czy inaczej równo i zgodnie leciałem ze swoją grupą i na koniec ładnie finiszowaliśmy.

Tym razem plan udało się wykonać w 95%, gdyby nie te pomyłki na trasie pewnie obeszłoby się bez szarpania, ale z drugiej strony takie akcje też czegoś uczą, bo przecież trzeba być gotowym na wszystko. Grunt, że zebrałem mnóstwo nowych doświadczeń, lepiej pracowała głowa, a ja dojechałem bez żadnych problemów, usterek czy skurczy :) no prawie, bo już po finiszu, na rozjeździe mnie dopadły, ale i tak już jest o wiele lepiej niż na wyścigu dwa tygodnie wcześniej.

Dziś jestem po dniu wolnym, nie odczuwam jakiegoś większego zmęczenia. W planie dłuższy tlen ze sprintami i za dwa dni Mrozy, trasa długa, ale niestety na krótkich rundach liczących zaledwie 9km, co oznacza, że będziemy mieli ich do pokonania aż 14. Ciekawe jak tym razem będzie z wiatrem, aczkolwiek będziemy tym razem jechać w innym terenie.

Jedno rondo i 3 ostre zakręty w prawo, a tak poza tym to same długie proste, może być ciekawie. Trzymajcie kciuki za kolejny start i do zobaczenia gdzieś na trasie lub na wyścigach.

#polakpotrafi #proAmator #DrogaDoPerth #poweredbyEtixx #Airbike #eHaki #Attiq #MoziProject #StarzynskiCoach

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Pierwsze koty za płoty – Początek sezonu, 5tyś w nogach…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s