1 110km, 26 168m w pionie czyli moje pierwsze zgrupowanie

Przetrwałem, chociaż nie było łatwo, zresztą jeśli śledzicie mój profil na Stravie to na pewno widać tam było, że lekko nie było.

13 dni, 11 treningów i dwa wolne dni czyli 1 110km i 26 168m w pionie… robi to nadal na mnie wrażenie, początek lutego był bardzo pracowity, ale widzę po sobie i wierzę, że przyniesie to zamierzone efekty.

Bez tytułu

Trochę tych kilometrów było :)

Zdjęcia codziennie wrzucałem na Instagram, dlatego tutaj wrzucam tylko kilka wybranych, ulubionych ;) A było tak, pierwsze, które uważam za swoje zdjęcie wyjazdu… mam je na telefonie na tapecie i niedługo pojawi się na ścianie ;)

wp-1454612447241.jpeg

Dwa podjazdy na Cumbre Del Sol – tutaj jeszcze z uśmiechem na twarzy

wp-1454614004835.jpeg

Prawie cała ekipa podczas powrotu z jednego z treningów

wp-1454614075988.jpeg

Zjazd z Col De Rates, na którym mieliśmy dwukrotnie treningi

wp-1454620205747.jpeg

Walka na Cumbre Del Sol

IMG_2689

La Fustera i jeden z ciekawszych treningów

IMG_2835

Pamiętny dzień… strasznie wiało, w pobliskim Alicante odwołali wyścig a my robiliśmy tempo na Port De Tudons

DCIM109GOPRO

Najdłuższa wycieczka, 150km w tlenie z Radkiem

IMG_0545

I kolejny trening na La Fustera

IMG_0568

IMG_0711

Tempo na Col De Rates przedostatniego dnia

IMG_0687

Ostatni dzień czyli 133km i 3592m w pionie

DCIM110GOPRO

Val d’Ebo

DCIM109GOPRO

na Val d’Ebo wjeżdżałem w towarzystwie ekipy Romet Racing Team

DCIM110GOPRO

Był nawet lekki przełaj… a bardziej brak dobrej nawierzchni, ale uśmiechy i tak były

DCIM110GOPRO

Have a break, have a KitKat czyli na szczycie Col De Rates, gdzie nie każdy ma ochotę wjechać, ale to był ostatni dzień, więc trzeba było to zaliczyć

 

No właśnie za zdjęcia należą się wielkie podziękowania naszemu trenerowi Adamowi, który okazało się ma mega talent do robienia zdjęć chociaż jak sam uważa, nie są dobre… no dobrze, niech się więc uczy i testuje, ale niektóre (większość) były PRO…

Pozostałe zdjęcia wykonane zostały GoPro Hero4 Session, czyli takim małym „wypierdkiem”, który uważam, że jest idealnym narzędziem, dla kolarza amatora, ponieważ mieści się bez problemu w kieszonkach i nawet bez mocowań można przez chwilę trzymać je w zębach… tak zdarzyło mi się robić foty z „zębów” i nagrać kilka filmików… no właśnie będą jeszcze filmy, ale muszę je obrobić, a to chwilę zajmie czasu, więc musicie uzbroić się w cierpliwość.

Wyjazd na zgrupowanie do Calpe okazał się pomimo wykonanej pracy najlepszymi wakacjami w życiu. Tzn. codziennie byłem wykończony, ze dwa dni w ogóle po treningu nie kontaktowałem, ale było mega.

Ekipa z którą mieszkałem, ludzie, których poznałem podczas wspólnych treningów spowodowali, że nie zapomnę tego wyjazdu nigdy i pomimo, że na pewno tam wrócę, to pozostanie on na długo na pierwszym miejscu.

W tym miejscu chciałbym wszystkim podziękować za te dwa tygodnie, Adamowi (trenerowi) za pomysł i organizację, za zdjęcia, za znoszenie nas, za codzienną analizę treningów i rozmowy w „konfesjonale” no i za MEGA, PRO zdjęcia. Adam Wielkie Dzięki.

Eli, za pozytywną energię, stawianie na nogi po każdym treningu, za obiady, których często nie miałem siły robić, za doping na treningach, nawet gdy sama biegała.

Radkowi za bycie „tatą” :p i za wsparcie na każdym treningu, za wstrzymywanie i opieprzanie wtedy kiedy emocje brały górę ;)

Agacie za doping podczas treningów i mnóstwo uśmiechów.

Wszystkim chłopakom, za wspólne treningi, motywowanie do pracy, za wspólnie przegadane wieczory i wypady na miasto, na „małe” piwko, czy na kawę.

Mackowi dodatkowo za to że pokazał swoją siłę i dodatkowo zmotywował mnie do pracy objeżdżając nas wszystkich na Gravelu… mam nadzieję, że zdobędzie to po co jedzie na Cape Epic. Trzymam Kciuki!!!

Adam, Mateusz, Sebastian, Krzysiek, Cezary, Paweł, Tomek dzięki że byliście, zmotywowaliście mnie do pracy, mam nadzieję, że nie raz jeszcze spotkamy się nie tylko na wyścigach.

Oli za… wysypianie się za nas :p i pomoc podczas trenigów, podawanie ciuchów itp ;)

Ekipie Romet Racing Team za wspólne kręcenie, dziewczynom (Kasi i Kamili) za mnóstwo uśmiechów i pozytywnych wibracji i Karolowi za wspólny podjazd na szczyt Col De Rates, samemu nie było by tak prosto się zmobilizować, a był to dla mnie hardcore.

Oj działo się wiele, mnóstwo emocji, tych pozytywnych i nie tylko. Było pięknie ale momentami strasznie gdy wiało. Codziennie z każdego treningu pomimo mega zmęczenia wracałem zadowolony z siebie patrząc na km i przewyższenia.

Wszystko to przetrwałem na pewno dzięki poznaniu przepisu na mega kolarski omlet, który na pewno zagości codziennie do mojej przed treningowej diety (wrzucę krótki wpis z przepisem soon) ale także dzięku suplementom Etixx, bez których regeneracja na pewno nie była by tak lekka.

Na szczęście organizm bardzo dobrze na nie reagował i dlatego będę je nadal chętnie stosował, może dlatego można je kupić w aptekach. Zobaczymy dalej jak będą działać, zamierzam teraz trochę inaczej je przetestować i porównać regenerację po podobnych trenigach biorąc je i nie. Póki co są świetne i z tego co mówili inni, którzy także testowali, dobrze działały na zgrupce.

Co jeszcze… no oczywiście Czarna… poza cykaniem w kołach, które jak się okazało ostatniego dnia to ocieranie szprych… (dlaczego tego akurat nie sprawdziliśmy) sprawdziła się w 100%. Brakuje tylko nogi i techniki, zwłaszcza na zjazdach, ale idzie jak zła… w dół często nie musiałem pedałować, żeby dorównywać chłopakom, a często nawet hamować…

Karol stwierdził tylko, że za bardzo słychać gdy nie pedałuję przy jeździe na kole i zdecydowanie za długo :p stożki robiły co trzeba, kiedy trzeba. Mozi zdało test na 5+ a Czarna potrzebuje teraz tylko mocniejszego kopyta do jej napędzania, co oznacza, że muszę się wziąć za robotę.

Chyba tyle, bo o pogodzie nie będę pisał, zawsze może być lepsza, raz nas deszcz złapał, ale na tyle ciepły, że był przejemny, a o samym Calpe tyle ludzie już pisali, że chyba nic wnoszącego nie dodam…

W telegraficznym skrócie, jest gdzie pojeździć, to świetne miejsce dla kolarzy, PROsów (których było pełno) ale i amatorów, różnorodność wszystkiego. Samo miasteczko bardzo ładne, można pochodzić, wspiąć się na Penon de Ifach, ja tam na pewno jeszcze wrócę i każdemu polecam się tam wybrać.

Jeśli to was nie przekonuje to proszę, jeszcze kilka fotek na koniec i tyle na dziś :)

 

Stay Tuned ;) #ItsAllUpToYou

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s