Szybki Weekend czyli Warszawski Triathlon Zimowy i Northec Mazovia MTB Zima

No i zaczęło się, czyli pierwsze w 2016 roku ściganie… ale jeszcze nie na szosie, weszliśmy w sezon bieganiem, łyżwami i mtb. To był dość napięty weekend, zarówno sobota jak i niedziela to ściganie na przetarcie, rozgrzewka przed zgrupowaniem w Calpe.

Bez tytułu

Co do Mazovii Zimowej to wiedziałem, że na pewno w tym roku wezmę w niej udział, bo to fajna impreza a poza tym na MTB raczej w tym roku nie będę się ścigał, no i co ważniejsze, chciałem porównać wyniki z zeszłym rokiem, gdy zaczynałem.

Ale po kolei, jeszcze w Grudniu gdy rozpisywaliśmy plan startów, w którym obecnie wstępnie zaplanowanych jest 26 dni startowych nie było mowy o czymś takim jak Zimowy Trithlon… ale ktoś gdzieś wrzucił info, no i Adam uznał to za dobry pomysł, jako przetarcie na początek sezonu, sprawdzian w warunkach bojowych przed zgrupowaniem w Calpe.

No dobra pomyślałem, czemu nie, zawsze to jakieś nowe doświadczenie, coś tam biegałem, więc nie powinno być problemów, na łyżwach teoretycznie też jeżdżę, a bardziej ślizgam się, ale nie będę walczył o wynik :)

Impreza w sobotę, więc w czwartek zamieniliśmy bieganie na łyżwy w planie, żeby sprawdzić, czy jeszcze pamiętam, bo przecież ostatni raz jeździłem jakiś rok wcześniej na narodowym? Zrobiłem 13km na Stegnach i pełen nadziei i spokojny o start wróciłem do domu, oczywiście następnego dnia łydki i piszczele delikatnie bolały, ale tak to jest jak nogi nie przyzwyczajone :)

Na zawody pojechałem wcześniej (mój start o 12.30) żeby pokibicować znajomym, którzy o 10.30 startowali w sztafecie i też żeby rozeznać się co i jak :) Przed startem dzięki uprzejmości Airbike zostawiłem cały sprzęt w ich aucie i udałem się dopingować znajomych podczas zmagań a potem wspólnie z nimi czekałem na mój start.

Podziękowania dla Jarka za pomoc i ogarnięcie ciuchów przed samym startem, rano było ok -10stopni, sztafety miały znacznie gorzej, ponieważ dzięki pięknemu słońcu i późniejszej godziny na starcie indywidualnym temperatura wskazywała już ok -6 stopni :)

Wracając do drużynówki, bieganie i rower wyglądało ok, z perspektywy kibica, na łyżwach pojawili się zawodnicy w panczenach i już wiedziałem, jak ja będę tam wyglądał… pierwszy stres się pojawił ale co tam, traktowałem to jako zabawę.

Podczas rozgrzewki zauważyłem Adama, więc mobilizacja +10, znajomi, którzy startowali w drużynówce też zostali więc kolejne +10. Po starcie okazało się, że jest jeszcze kilka osób, które mi dopingują, więc już w ogóle nie mogłem odpuścić.

W tym momencie chciałem bardzo podziękować wszystkim za doping, mam nadzieję, że nikogo nie pominę, dzięki Sylwia, Weronika, Ala, Ewelina, Natalia, Magda, Ela, Adam, Andrzej, Radek, Maciej Hop, Michał „Cyklista”, Michał „Łysy”, Michał Więcki, Mateusz, Piotr, Robert i Maciek  no i Jarek raz jeszcze.

Bez Was i okrzyków „ciśniesz”, „ogień” czy „daj bidona” na pewno nie dałbym z siebie tyle już podczas biegu :)

12615132_467637543420363_4372569261530781751_o

12633761_467637483420369_5671167986744815141_o

Zdjęcia: Hop Cycling

No właśnie a bieg już mnie zniszczył, bo tempo od samego początku było mocniejsze niż się spodziewałem, więc pobiegłem może nie najszybciej jak bym mógł, ale tak żeby przetrwać cały bieg w dość konkretnym tempie i oczywiście zrobiłem na dwóch pierwszych kilometrach swoje życiówki w tempie 4:22 wg Stravy i 4:19 wg Endomondo :)

 

bieg

Potem przyszła kolej na łyżwy, tu już było słabo, chyba zakładałem je z minutę albo dwie, jak to łyżwy z wypożyczalni, ale nie będę narzekał na sprzęt bo przecież sam nie jeżdżę zbyt dobrze… więc w tej części zawodów nastawiony byłem na przetrwanie, oczywiście przy bandzie ta sama grupka kibiców… pomagali tak mocno, że chcąc jak najlepiej przejechać trzecie okrążenie wywinąłem dobry piruet, ale szybko się podniosłem i pojechałem dalej… Trochę deprymujące było gdy niektórzy mijali mnie z prędkością światła, ale cóż jak już wspomniałem, łyżwy brałem na przeżycie.

12473618_10203938904153316_7216846853359579792_o.jpg

Dawid bum

Zdjęcia: Andrzej Seta, Warszawa.pl

Przez upadek nie byłem pewny ile mam okrążeń, ale całe szczęście udało się i  zjechałem w odpowiednim momencie (bez pomylenia się w ilości okrążeń) i bez gleby, aczkolwiek mocno asekuracyjnie, hamując chyba od połowy ostatniej prostej…

To był koniec stresu, tak mi się wydawało, no bo przecież w końcu wskakuję na rower i ogień, ale po bieganiu i łyżwach, nogi jak z waty, tętno 198… szybki łyk wody i ogień…

Jadę, pierwsze nawroty całkiem dobrze, sypki, rozjeżdżony śnieg dawał się we znaki, ale kolejne zakręty wchodziły już coraz lepiej. I jak na złość na pierwszym okrążeniu, daszek w czapce pod kaskiem ciągle opadał mi na oczy… masakra, więc na przed ostatniej prostej w związku z tym, że nie mogłem jej zerwać jedną ręką prowadziłem a drugą zacząłem zdejmować kask… ok, czapka w zębach, kask w jednej ręce, druga na kierownicy i nawrót… uff złapałem się drzewa i się udało… przede mną długa prosta akurat po chodniku asfaltowym odśnieżona, więc jadąc bez trzymanki, czapka w kieszeń, kask na głowę i dalej już ogień.

703726_10203939272802532_8453776075144784107_o

Zdjęcie: „ustrzelony” Andrzej Seta, Warszawa.pl

IMG_20160123_223817.jpg

Zdjęcie: Adam Starzyński – trener

Doping oczywiście do samego końca był taki jak trzeba, więc nie mogłem odpuścić, pomimo, że miała to być rozgrzewka i przetarcie przed niedzielną Mazovią, ale co tam, chciałem zrobić czas poniżej godziny.

Z każdym kolejnym okrążeniem coraz więcej rowerów na torze i każdy nawrót w „korku”, coraz więcej nerwów, ale siły jakby zaczęły wracać i jechałem mocno do przodu.

Na metę wpadłem na 32 miejscu na 155 osób i 8 w kategorii wiekowej, co uważam, za całkiem niezły wynik. Czas 00:56:18 czyli prawie 4min szybciej niż chciałem uważam za całkiem niezły, biorąc pod uwagę to że mało biegam a na łyżwach nie jeżdżę praktycznie wcale.

A tak to wyglądało w porównaniu do najlepszych.

Bez tytułu.jpg

Wstydu nie ma. Zabawa super. Za rok na pewno też się zamelduję.

I taka właśnie była sobota, mroźna ale piękna i słoneczna, wieczorem odpoczynek, kino, regeneracja przed niedzielą…

Auto załatwione, jak zwykle można liczyć na Mikołaja z Airbike. Zwarty i gotowy do startu. Nogi jednak trochę zmęczone, łydka jak zawsze ciągnie po bieganiu, ale co tam, będzie dobrze :) Trzeba jechać i sprawdzić się w Jabłonnej :)

IMG_20160123_160848.jpg

Na miejsce docieram na godzinę przed startem więc na spokojnie do biura zawodów po odbiór numerka startowego i do auta przygotować się. Po drodze spotkałem Michała, więc trochę pogadaliśmy i po przyczepieniu numerów ruszyliśmy w stronę startu.

Pogoda niestety marna, co prawda cieplej bo ok -3 stopnie, ale pochmurno i bardzo wilgotno, brudno i szaro… na szczęście w lesie już trochę lepiej.

Na starcie pojawia się sporo mocnych zawodników w tym Arek Jusiński na przełaju, który ostatecznie zajmuje 4te miejsce, które uważam, za dobre, bo trasa nie była raczej na przełaje zbyt dobra… sporo kopnego śniegu, dużo korzeni, piach a miejscami lód, który wiele osób sprowadził do parteru.

Ale nic, ustawiliśmy się na starcie, ja w czwartym sektorze, Michał w trzecim, razem ze mną Karolina z Fundacji Teraz Twój Ruch Ladies Team. Na trasie była Magda, która niestety chora nie wystartowała… to dziewczyny, dzięki, którym zacząłem jeździć i ścigać się na MTB.

I poszli, pierwsze kilkaset metrów bardzo szybka, długa prosta, więc wymijanie i pogoń za trzecim sektorem… który w miarę szybko udało się dojść bo już chyba na około 2km, zaraz na 5-6km mijam kogoś i słyszę „ogień Dawid, ciśniesz”, nie poznałem jak się później okazało Artura, który też startował…

Cisnąłem dalej, ale ewidentnie brakowało mocy, tętno nie wchodziło za wysoko no i robił się zatory, co dodatkowo wkurzało, wymijanie było trudne, bo koleiny i ślisko, lód… więc trzeba było często czekać na odpowiedni moment.

Ale jadę, patrzę a tu kto? Adam… i od razu komentarz „schowaj te łokcie!”

IMG_9964.JPG

Zdjęcie: Adam Starzyński – trener

No dobra, dość rozpychania wiatru, skorygowałem pozycję i dalej ogień, na 10km widzę już Michała, no to w głowie odpala się kolejny bieg ale zaczyna się singiel i lekki korek i do tego popełniam błąd, tyle koło się uślizguje, tracę rytm i znowu muszę podgonić… ale w końcu na 13km udaje mi się wyprzedzić chłopaków i dalej ogień, gonię kolejnych i powoli wyprzedzam.

Znowu Adam, tym razem tylko krzyczy „mocniej, ciśnij, nie odpuszczaj” to jadę… jest nawet całkiem nieźle, mam wrażenie, że dość szybko, ale nadal miałem wrażenie, że brakuje mocy w nogach.

IMG_20160124_174144.jpg

Gdzieś na trasie jeszcze doping Magdy, której także udało się mnie ustrzelić, inni postronni kibice też klaszczą i dopingują i wtedy po ok 30km zaczyna się… jadę sam, za mną nikogo, przede mną też, tempo zaczyna spadać. Nie jest dobrze, woda w bidonie prawie cała zamarzła, więc zaczyna się… oczekiwanie na bufet i oglądanie za siebie, to nie wróży zbyt dobrze… Próbuję przyspieszać, szarpię, widzę, że tętno słabnie… nie dobrze i wtedy wyprzedza mnie jakiś koleś z Cyklonu, no nie… to drugi dziś… więcej pomyślałem, już nikt mnie nie dogoni, więc próbuje nadrobić i popełniam na zjeździe po korzonkach kolejny błąd, uderzam barkiem w gałąź i znowu tracę rytm… koleś już przede mną ze 200-300m… ale próbuję cisnąć i tak przez kolejne 8km… sam, widząc przed sobą co jakiś czas koszulkę Cyklonu… na 2-3km przed metą dochodzi mnie 3 gości, chętnie puszczam dwóch i siadam im na koło, wraca moc, a raczej chęć szybszej jazdy, 4tego gubimy, wyprzedzamy jeszcze 2 osoby i wspólnie już do mety, na finiszu odpuściłem, zabrakło paliwa, ale widzę, że czas i średnia najlepsza jaką miałem dotychczas, więc myślę, że nie jest tak źle.

IMG_20160124_184022.jpg

Porównując do zeszłego roku to wynik znacznie lepszy 84,5% vs 77,3%, na dłuższej trasie i dzień po zawodach, miejsce odległe bo 56 OPEN i 19 w KAT, ale gdybym chciał wskoczyć w kategorii na podium to w OPEN też musiałbym być trzeci i do tego wyprzedzić Arka Jusińskiego :p

cov_6201

Start udany, dobre przetarcie przed Calpe, jest progres, no i to dopiero okres przygotowań, więc tym bardziej z wyników trzeba się cieszyć.

Podsumowując ten weekend było szybko i baaaardzo fajnie, cieszę się z tych dwóch startów, bo znowu mogłem poczuć smak ścigania, zwłaszcza, że teraz poczuję raczej już tylko ból podczas treningów w Calpe, ale po to właśnie żyjemy.

Ból jest chwilowy i przemija, moc i siła zostają, dlatego warto nawet sporo poświęcić aby potem cieszyć się z efektów…

#NeverGiveUp #JustDoYourJob #GiveItYourAll #ItsAllUpToYou

 

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Szybki Weekend czyli Warszawski Triathlon Zimowy i Northec Mazovia MTB Zima

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s