Trening w zimie, jak go przetrwać i zmotywować się do wyjścia…

Do napisania tego wpisu natchnęło mnie dziś pod koniec treningu który robiłem przy padającym śniegu na szosie… tak tempo też można zrobić po śniegu na szosie…

image

Dzisiaj było całkiem przyjemnie w porównaniu do niedzielnego tlenu przy -15… tamte 3h dały mi w kość, spałem ze 4 godziny zwinięty w kłębek w dresie pod kołdrą.

Przypomnę tutaj jedno mądre zdanie:

I do tego jeszcze #QuittingLastsForever dlatego #JustDoYourJob i #NeverGiveUp

Pierwsza rzecz to wyjść na trening w takich warunkach, to wg mnie 50% sukcesu, kolejne 25% to szybko nie wrócić, zawrócić, reszta to już ciężka praca, ale to moje zdanie.
Nie traktujcie tego jako poradnika bo to raczej moje luźne przemyślenia i doświadczenie po takich treningach.

Wiele osób pyta się mnie dlaczego nie zrobię treningu na trenażerze… bo o odpuszczaniu oczywiście nie ma mowy, chyba że jesteś totalnie wyczerpany, niewyspany czy chory wtedy nie ma sensu, zero pożytku z takiego treningu.

Trenażer to faktycznie świetny wynalazek i nie mam zamiaru go oczerniać, tak na serio przy treningu na tętnie to lepsze niż zwykła jazda, zero wiatru, zakrętów… idealne rozwiązanie.

Dla mnie jednak to cholernie nudne… No nie mogę, mój maks to godzina i 15 minut i chciałem wyrzucić go przez okno… ale był pożyczony więc nie mogłem.

Oczywiście jest zwift i programy treningowe, filmy na YT… mi to jednak nie wystarczy, to trochę jak z chomikiem i jego kółkiem… No robi to bo nie ma wyjścia…

Ja mam… ubieram się odpowiednio i wychodzę czy pada śnieg czy deszcz…

Rower to wolność to stan umysłu, jazda na dworze to całkowicie co innego, to odskocznia od wszystkiego, jestem tyko ja, rower i droga przede mną… i to się liczy… dlatego nigdy nie przekonam się do trenażera.

Ja jednak ze względu na Perth traktuję już rower trochę inaczej bo chcę wykonać każdy trening jak najlepiej i słowo chcę jest tym odpowiednim, nigdy muszę… Jeśli coś musisz to pracować, nie rób rzeczy, które lubisz na siłę bo się zniechęcisz, rób je dla czystej przyjemności.

Robię to dla siebie, oczywiście, że jest to trudne bo większość treningów robię sam, w grupie po prostu się nie da, dlatego tak ważne w planie są tzw. Dni dowolne, wtedy mogę się ustawić ze znajomymi i mieć gdzieś pulsometr :)

Wracając do meritum, cele jakie sobie przed sobą postawimy to najlepszy motywator do tego żeby zrobić trening w trudnych warunkach pogodowych. Nie muszą to być oczywiście górnolotne cele, dla jednego będą to jedne zawody, dla drugiej osoby jakiś cykl, kto inny chce wykręcić założoną ilość kilometrów lub schudnąć… albo po prostu trochę szybciej jeździć czy dłużej.
Do każdego celu są jakiś założenia, niektóre nie wymagają wychodzenia w taką pogodę na rower ale inne mogą pomóc się zmobilizować.

Oczywiście jest też tor, to już dużo ciekawsza alternatywa zwłaszcza w zimie, no nie każdy lubi mróz… ale znowu tor jest fajny do zabawy, do jeżdżenia, tzn. trening też da się zrobić… ale gdy masz tempo i robisz ponad 180 okrążeń bez zatrzymania… to mówisz o nie… i następnego dnia wsiadasz na 3h przy -15 stopniach i cieszysz się jak male dziecko…
Na torze można poszaleć i pod tym względem wg mnie jest super i na pewno jeszcze nie raz się na niego wybiorę…

No dobra ale miało być o czymś innym…

Ubiór… ciuchy na trudne warunki, czyli jak ja sobie z tym radzę… niestety nie będzie pięknego zdjęcia bo wszystko się suszy po dzisiejszym treningu…

W zimie trzeba jeszcze brać zawsze poprawkę przy wybieraniu się na trening na czas potrzebny na ubranie się… zapomnij założyć pulsometr… yhm… wtedy już jesteś ugotowany i marźniesz… dlatego zawsze najpierw szykuję ciuchy i to układając je w kolejności wkładania…

Podstawa to ręce i stopy, czyli odwieczny problem… bo to wyzwanie… przy temperaturach poniżej -10 na cienkie jesienne rękawiczki wkładam grube narciarskie, co i tak nie pomaga jeśli wybierasz się na długi tlen… ale pomaga machanie rękami wzdłuż roweru na zmianę… wyglądasz jak byś grał na gitarze ale pomaga, krążenie wraca…
Na ręce nie mam jeszcze idealnego rozwiązania, ale podobno dobre są rękawiczki z trzema palcami.

W kwestii stóp chyba odkryłem idealne rozwiązanie jeśli nie zamierzasz kupić zimowego obuwia… jak ja :)
1. Skarpetki z wełną merino
2. Foliowa „kieszonka” na palce ze zwykłej kuchennej folii aluminiowej
3. Buty :p
4. Dodatkowa skarpeta na but z wyciętym miejscem na bloki lub letni cienki ochraniacz jako dodatkowa osłona od wiatru
5. Zimowy ochraniach na buty

Póki co taki zestaw się sprawdza, oczywiście nie można zapominać o ruszaniu palcami czy od czasu do czasu depnięciu na pedały na stojąco dla pobudzenia krążenia.

Co do reszty ubrań to poniżej zera jeżdżę w bieliźnie termicznej, na nią ocieplane nogawki i tyle… na górę na potówkę z długim rękawem dodatkowa cienka ocieplana koszulka z długim rękawem i jesienna bluza… jak wieje lub pada to wiatrówka… a jak jest -15 to na bluzę wkładam jeszcze zimową kurtkę.

I to moje patenty na ubiór, oczywiście pod kask cienka czapka z polarem a na szyję grubsza bufka i gitara :)

Jednak cały ubiór nie ma znaczenia jeśli głowa nie pracuje i nie mamy przed sobą celu, o tym należy pamiętać, motywacja to 75% sukcesu, pamiętajcie o tym.

#ItsAllUpToYou #NeverGiveUp #JustDoYourJob

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Trening w zimie, jak go przetrwać i zmotywować się do wyjścia…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s