Sezon „rozgrzewkowy” zakończony… czas na krótkie podsumowanie

Pierwszy rok indywidualnych startów za mną, właściwie to mija rok jak zacząłem w ogóle jeździć na rowerze, dokładnie 21 Września 2014 roku wybrałem się na Wrześniową Mega Pętlę z Cyklistą w Warszawie i tak zaczęło się moje kręcenie.

Wtedy traktowałem rower jak zabawę, także pierwsze Tour de Warsaw było wycieczką i walką o przetrwanie. Ale początek roku 2015, pierwsze starty w Zimowej edycji Mazovii a potem Wieliszew obudziły u mnie ponownie po ponad rocznej stagnacji żyłkę rywalizacji i tak się zaczęło.

WP_20150920_15_21_24_Pro

Startów trochę było, niektóre na przeżycie, przejechanie, tzw. sprawdzenie „z czym się to je”… im dalej tym chciałem jeździć mocniej i szybciej. Wtedy był pierwszy start szosowy czyli Skoda Velo Toruń, wietrzny wyścig (aczkolwiek z perspektywy czasu, wyścig w Poznaniu był trudniejszy), był pierwszy finisz, pierwsza radość.

Wtedy wiedziałem już, że szosa, szosa i jeszcze raz szosa… co prawda przede mną było jeszcze Beskidy MTB Trophy, ale rywalizacja na szosie to było coś :) Oczywiście po przejechaniu skróconego MTB Trophy żałowałem, że nie wystartowałem w pełnym, ale skąd mogłem wiedzieć, że pójdzie tak dobrze, jak na pierwszy w życiu wyścig wieloetapowy i to górski.

Moc w nogach rosła z miesiąca na miesiąc i chciałem jeździć oraz więcej a wyniki tylko podkręcały apetyt. Po Tauron LangTeam Race w Krokowej po raz pierwszy przyszedł pomysł na porządne trenowanie i wtedy rozpoczęły się poszukiwania i jakieś tam planowanie. Tydzień później był najbardziej dla mnie hardcorowy wyścig sezonu, czyli Tatra Road Race, szosowy wyścig górski, 115km, 2700 przewyższeń. To była prawdziwa walka o życie, kaseta z tyłu na Mazowsze, ale nie zszedłem ani razu, wszystko podjechałem, Pitoniówka i Bachledówka dały mi w kość, ale było fantastycznie. Wiem, że w przyszłym roku będę chciał tam powalczyć o dobre miejsce z lepszą kasetą :p

11713741_1637126783169611_1527092060317236379_o 11722241_10205985527935043_7217325103579445474_o

Po Tatrze przyszedł kryzys, przetrenowanie… oj było ciężko, totalny spadek formy… wtedy wiedziałem już na pewno, że muszę jeździć z głową a nie na wariata i po raz kolejny myślałem o trenerze.

Przyszedł czas (całe 4 dni odpoczywałem :p) na refleksje i umówiłem się z trenerem na spotkanie, pogadaliśmy i ustaliliśmy, że zaczynamy działać :) Początek w październiku, badania wydolnościowe, rozpisanie planu i zaczynamy działać. Progres już widać, co można zobaczyć na poniższej tabelce :)

pA_progres

Widać, po czasach i miejscach, że jest coraz lepiej, a biorąc pod uwagę, że był to sezon na tzw. wariata, bez planu, to jestem mega zadowolony. Teraz czas zacząć robić to na poważnie, jeszcze taki stary nie jestem :) powalczyć jeszcze mogę, więc trzymajcie kciuki i śledźcie mój blog, może i czeka mnie rok wyjęty z życiorysu, ale chcę sprawdzić, co mogę z siebie wycisnąć, ile jeszcze mogę poprawić.

Najważniejsze to przepracować mądrze zimę i wejść dobrze w sezon.

Październik to już początek pracy, ale jeszcze delikatne rozluźnienie, może czas na lekki odpoczynek po sezonie. Co prawda jeszcze Tour de Warsaw, drużynowy wyścig z Teamem Pętla Kopernika Furious, ale już zaczynam myśleć o 2016 roku i projekcie Perth2016.

Działamy :)

PS. tak zakończyłem dziś sezon startów MTB :)

SONY DSC

Zdjęcie: Andrzej Sulich

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s