skąd ten rower, po co i dlaczego… Część 2.

…kontynuując poprzedni wpis, po Wrześniowe Pętli z Cyklistą chciałem więcej i tak zacząłem kręcić z nimi dalej. Za chwilę Michał z ekipą wpadli na pomysł zorganizowania drużynowego wyścigu wokół Warszawy czyli Tour de Warsaw, 300km w jeden dzień :)

Oczywiście jako początkujący cyklista, rowerzysta… bo do kolarza to było mi jeszcze daleko postanowiłem, że pojadę, a co, najwyżej umrę po drodze, wpadnę do rowu i poczekam aż ktoś przyjedzie po moje zwłoki. Wszyscy mówili, że to zły pomysł, bo przecież 100km zrobiłem raz, czy dwa do tej pory i raz 150km… a to przecież ponad 300. Nie zraziłem się tym i poprosiłem Michała o jakąś nie za szybką ekipę z która przeżyję tę wycieczkę, bo tak de facto ją traktowaliśmy :)

Poznałem wtedy fantastycznych ludzi, dzięki którym odkryłem rower na nowo i tak ruszyła korba kolarstwa… hmm, no dobra dziwne to ale niech będzie :p

Ruszyliśmy ze Sławkiem, Jankiem, Piotrem, Pawłem i Darkiem na trasę po godzinie 6 rano we mgle, ja ubrany mega dziwnie, ale wtedy nie wiedziałem, jak się jeszcze ubierać. Moje słynne podkolanówki i nerka obstawiam będą jeszcze długo wspominane… to chyba jedna z najgorszych, najdziwniejszych kolarskich stylów, ever… jednym słowem byłem niezłym trzepakiem :p

tdw2 tdw

/Więcej zdjęć – klik/

Najważniejsze, że udało się dojechać do mety, pomimo kilku perturbacji na trasie i wtedy wiedziałem, że chcę jeździć więcej, szybciej i lepiej :) A Tour de Warsaw było zapalnikiem, który doprowadził mnie tu gdzie jestem dzisiaj.

Chwilę po tym poznałem dziewczyny z Fundacji Teraz Twój Ruch Ladies Team, które zaprosiły mnie na wypad do Kampinosu na MTB, tak miałem wtedy 14letniego Authora z pełnym zawieszeniem, który stał i kurzył się od dawien dawna.

fortbemalistopad2   fortbemalistopad

/Więcej zdjęć – klik/

Raz był Kampinos potem wypad na Forty Bema i tak na nowo odkryłem jazdę rowerem górskim, ale to jeszcze nie był ten przełom :) Po kilku wypadach do Kampinosu odezwał się do mnie Sławek z którym jechałem w drużynie na Tour de Warsaw, że ma wolne miejsce w Aucie i jedzie do Istebnej pojeździć po górach.

Nigdy nie byłem w górach więc dlaczego miałbym nie pojechać i zobaczyć jak to jest :) Sławek nie uprzedził mnie tylko gdzie będzie jeździć dokładniej, a okazało się że po części tras Beskidy MTB Trophy. Nie miałem wtedy zielonego pojęcia co to takiego :) Cierpiałem przez 3 dni a Sławek dzielnie czekał na mnie na każdej górce… zostałem przetyrany po górach i wtedy na nowo, ponownie odkryłem czym jest MTB… oj zaliczyłem kilka gleb… było tak ciężko, że nawet nie miałem ochoty oglądać widoków… cały czas mój wzrok skierowany był pod koła…

istebna

Udawałem, nie było tak fajnie :p umierałem ;)

Jednak dopiero po dojechaniu do Warszawy i uświadomieniu sobie co przejechałem z zerowym doświadczeniem prawdziwy uśmiech pojawił się na twarzy.

istebna1

i obrałem sobie pierwszy rowerowy cel: Wystartować i ukończyć Beskidy MTB Trophy w 2015 roku. Wiedziałem, że nie będzie to łatwe, bo przejechaliśmy zaledwie część tras Trophy, ale po przejrzeniu filmików z poprzednich lat wiedziałem, że chcę to zrobić. I udało się :) przejechałem co prawda dystans krótki, czyli zaledwie 200km i 7200 przewyższeń, ale Trophy miałem zaliczone.

Trophy Trophy2

/Więcej zdjęć – klik/

Jeśli zauważyliście na Trophy jechałem już nie na Authorze a na Treku. Beskidy były w Maju 2015 roku, dlatego cofniemy się jeszcze na chwilę do końca 2014 roku. Wtedy też podjąłem decyzję o pierwszych inwestycjach kolarskich, nowe MTB i usprawnić, podrasować szosę :)

I tak udało się kupić wspomnianego fulla, po 30% przecenie, dziś uważam, że był to dobry zakup, ale pewnie wystarczyłoby mi 27,5 cala… ale cóż wtedy nie znałem się na rowerach, więc brałem co mi wciskali… dziś jest niewiele lepiej jeśli chodzi o znajomość sprzętu, ale wiem na pewno już więcej.

A szosa też przeszła metamorfozę i została „Białą Strzałą” (która w momencie popełniania tego wpisu jest podtrzymywana przy życiu, może kiedyś o tym napiszę)

czerwonastrzała białastrzała

/Więcej zdjęć z jazdy szosą/

Styczeń 2015 i cała zima były dość łagodne, więc śmigałem zarówno na szosie jak i na MTB, nadal nie wiedząc na co się zdecydować. Wtedy bliżej mi było do MTB, zwłaszcza, że zaliczyłem swoje pierwsze starty w zimowej Mazovii oraz zimowej edycji Wieliszewskiego Crossingu.

Tak zdobywałem pierwsze doświadczenia w zawodach rowerowych, pierwsze starty, adrenalina, trochę niepewności, brak techniki, przygotowania… Ale raz się żyje, od czegoś trzeba zacząć… i spodobało się, wtedy wiedziałem już że chcę się ścigać na MTB :)

zima zima1

I co… i wtedy zostałem zaproszony na Warsaw Nocturne, fajną inicjatywę szosową w środku Warszawy na której poznałem Remka Siudzińskiego, Ultrakolarza. Nocny trening szosowy w środku miasta zapoczątkowany przez znanego kolarskiego blogera, który niestety był podtrzymywany przy życiu przez Remka i dosłownie kilka osób. Na przedostatnim Nocturne było nas 6ciu, coś nie hulało…

PrzedostatnieNocturne

Trasa była super, ale inicjatywa potrzebowała rozkręcenia… niestety nie było możliwe pociągnąć i rozwinąć tego jako Warsaw Nocturne, dlatego powstał pomysł stworzenia tego na nowo… i tak powstała Pętla Kopernika, która totalnie wywróciła mój świat do góry nogami a szosa stała się moim pierwszym rowerem. O Pętli w Warszawie i okolicach słyszał i wie prawie każdy kolarz, ale o niej popełnię odrębny wpis bo jest o czym pisać. Zachęcam oczywiście do zapoznania się z projektem, którego jestem współorganizatorem i bardzo się cieszę z tego w jakim kierunku się on rozwinął i będzie rozwijał.

Jeśli rok temu ktoś by mi powiedział, że będę coś takiego robił, to nigdy bym w to nie uwierzył, ale jak widać życie różnie potrafi się układać. I to jest właśnie w rowerze takie fajne.

I właśnie Pętla Kopernika spowodowała, że zapragnąłem ścigać się także na szosie, więcej trenować i budować formę. Znajomi w pracy tego nie rozumieli na początku, czym się tak podniecam, dlaczego tyle jeżdżę na rowerze.

Rower to wolność, to wiatr we włosach, jedziesz gdzie chcesz… ogranicza cię jedynie wyobraźnia i czas… jeśli miałem zły dzień, wsiadam na rower, wkładam słuchawki do uszu, odpalam ulubioną playlistę i po godzinie czy dwóch znowu jestem szczęśliwym człowiekiem, pozytywnie nastawionym do życia… to właśnie daje jazda na rowerze.

Ale skoro tak jest to po co jeszcze do tego wszystkiego zawody? No właśnie, można by się na tym zastanawiać… czy jest sens tak się męczyć, wypruwać z siebie flaki i walczyć do upadłego… co z ranami, obtarciami, które na rowerze często się zdarzają, ze szlifami, kraksami… czy dopadającymi cię gdzieś w środku trasy skurczami?

To wszystko, ta adrenalina dodają jeszcze więcej energii… i wtedy dopiero doceniasz to nad czym pracujesz, co osiągasz.

tatra cropped-proamatortc582o.png

Po takich wyścigach w górach (Tatra Road Race, Beskidy MTB Trophy), po wyścigu w strugach deszczu przez 110km (Cyklo Gdynia), czy ukończonym na świetnym miejscu pomimo kraksy w peletonie  wyścigu (Poznań Bike Challenge), gdy potem siadasz, patrzysz na czas, na to co przejechałeś, dociera do ciebie że jest to Mega Uczucie, pomimo, że padasz na pysk. Ale wiesz, że dałeś z Siebie wszystko i jesteś mega pozytywnie wtedy nastawiony do życia.

Chodzisz potem kilka dni wymęczony, czasem kulejesz, bo obiłeś sobie biodro czy tyłek, ale pomimo tego masz „banana” na twarzy, bo zrobiłeś to i chcesz więcej.

Rower to swoboda, to walka z samym sobą… mówisz sobie że nie zejdziesz, nie będziesz podprowadzał roweru i gdy wjedziesz na metę osiągając to często mówisz „sprzedaję rower”, „mam to w dupie”… ale to po prostu bunt organizmu i za chwilę dopadają cię endorfiny i cieszysz się z tego co właśnie zrobiłeś…

Tego wcześniej nie dał mi żaden sport, imprezy czy alkohol… to jest coś co chcę robić…

Rower to wolność, radość… to mój sposób na ładowanie baterii pozytywną energią.

Teraz mam przed sobą kolejny, dość ambitny cel, który będzie wymagał wielu wyrzeczeń i ciężkiej pracy, ale wiem, że na końcu tego wszystkiego będzie radość i mnóstwo pozytywnej energii i dlatego chcę to zrobić i wiem, że dam radę.

Zatem czytajcie i śledźcie mój blog… za chwilę posty będą ukazywały się rzadziej, ale mam nadzieję, że dzięki temu będzie się to lepiej czytać a i może was zainspiruję do jazdy na rowerze lub spróbowania swoich sił w zawodach.

Jeszcze nie jestem pewny o czym będzie kolejny wpis… ale chyba popełnię go w niedzielę :) czyli po ostatnim w tym roku Wieliszewskim Crossingu :)

PS. Tak wygląda progres mojej jazdy na rowerze… chciałem w tym roku zrobić 9 tyś km… no cóż mamy połowę września i jest tych kilometrów trochę więcej… ale co zrobić… po prostu chcesz ciągle jeździć i właściwie musisz się zmuszać do odpoczynku, bo regeneracja to coś czego się dopiero uczę :) a jest mega ważna jak już zaczynasz się ścigać.

Kilometry

Koniec na dziś ;)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s